Jakoś zupełnie bez entuzjazmu podszedłem do pomysłu Adama Małysza, który stwierdził po zakończeniu kariery skokmistrza, że zostanie off-road’owym kierowcą rajdowym. Widać myliłem się – bo Małysz od razu zaznaczył swoją obecność w branży mocnym akcentem. Podczas treningu przed rajdem Drezno-Wrocław, Małysz – doprowadził ponoć w okolicach Świętoszowa (powiat Bolesławiec) do całkowitego spalenia terenowego Porsche Cayenne, którym jechał. Fakt potwierdzony jest niezależnie przez kilka serwisów informacyjnych – jednak, co dziwne, w czasach w których na jótubie znaleźć można ujęcia większości sikających kwadrans temu celebrytów – na temat Orła z Wisły nie me nawet jednej multimedialnej bździny, zaś mimo obiektywnej spektakularności wydarzenia - widać, że wszystkie informacje prasowe zeszły z PR-owskiej sztancy menedżerów Małysza.
Przeprowadziłem mały research internetowy dotyczących spalonych na świecie Porsche Cayenne. Znalazłem jeden przypadek – egzemplarz spalony na ulicy w Bratysławie w wyniku gangsterskich porachunków. Ten, który zjarał Małysz jest więc, jak się wydaje, pierwszym, który spłonął – jak czytamy w relacjach prasowych – w wyniku „samozapłonu”.
Swoją drogą ciekawe z kolei jak zareaguje na ten mistrzowski wyczyn – dział PR Porsche ze Stuttgartu…
Cayenne to jeden z największych sukcesów komercyjnych w historii legendarnej niemieckiej fabryki. Auto wprawdzie szkaradne, ale jednak - synonim prestiżu, najwyższej klasy, mocy i bezpieczeństwa. Więc jeśli w takim wozie samozapala się znany na całym świecie mistrz sportowy – to powinna być z tego niezła afera.
Chyba, że polskie media realizują tu względem nas swoją tradycyjną, dezinformacyjną misję.
A widomo, że tu nie nagradza się za dociekliwość ponad miarę.


wielki gdy skacze, ale czasem mały gdy mówi
na niższych wysokosciach wyrażnie się gubi...
lądowanie Małysza
byle nie na salony
ostatni skok celebryty
miałby kredyt sympatii spalony
a wizerunek rozmyty...
http://www.blogpress.pl/node/8835